◊   Księga.  ◊   O mnie.  ◊  Pokochaj.  ◊ 

Moja rakieta kosmiczna ma kilkadziesiąt kół, które miarowo uderzają o szczeliny na dobrze wytartym już szlaku. Ktoś mógłby powiedzieć, że ta droga została odkryta setki razy, że nie ma w sobie żadnej tajemnicy. Nieprawda. To międzyplanetarna podróż, która rozpoczyna się oderwaniem stóp od ziemi.  Przewrotnie na czas lotu nie ubieram się w skafander, wręcz przeciwnie. Kurtkę zostawiam w kokpicie, mam też przy sobie mój kosmiczny ekwipunek. Całe niezbędne wyposażenie, które będzie mi potrzebne później, kiedy dotrę do celu. Jestem już starym orbitalnym wyjadaczem. Fachowym okiem oceniam czy wszystko odbywa się zgodnie z planem. Wiem kiedy nadejdą obcy. Pokazuję im wtedy moją zieloną przepustkę. Bywają bezwzględni, żądają dokumentów potwierdzających tożsamość. Nic nie szkodzi, oswajam dzikie bestie, nic nie jest mi straszne. Kto by pomyślał, że na taką międzyplanetarną podróż trzeba jedynie pięciu godzin? Pędzimy z prędkością światła, za szybą widzę mijające obrazy. Raz po raz uśmiecham się do siebie czując ten delikatny dreszcz. Niespokojne oczekiwanie kumuluje się w żołądku. To taka „tropikalna zaraza”, ale ja jestem zaszczepiona. Mówi się, że przestrzeń kosmiczna pachnie malinami. Nie wiem. Nigdy nie wąchałam kosmosu. Wiem jak pachnie planeta na którą zmierzam. Jest ciepła i bezpieczna. Kiedy na ostatku drogi moja rakieta, z którą już zdołałam się zaprzyjaźnić, zwalnia swój bieg, stoję przy wyjściu. Oblewam się rumieńcem na myśl, że załoga słyszy przyspieszone bicie mojego serca. Znów pod stopami jest stabilny grunt.  Wyciągam ręce przed siebie i czuję się jak Armstrong, bo właśnie trzymam w ramionach największy skarb ludzkości.




23 października 2011 - 01:16

Jestem w Twoich rękach
bezbronna jak pisklę.

Nieopierzona.
Swoją brzydotą
wzbudzam ciekawość.

Wyrwałeś mnie z gniazda.
Rozpościerasz skrzydła, szeroko.
Nad przepaścią. Lecimy.

Mocniej zaciskasz szpony.
W obawie przed utratą…
tak łatwo pozyskanego obiadu.




Wydmuszka

6 lipica 2011 - 23:53

Czuję się jak… wydmuszka. To idealne stwierdzenie idealnie określa w pełni tą nieidealną chwilę. Czuję się jakby nie w czasie, bo o zeszłej Wielkanocy nikt już nie pamięta. Czuję się krucha, bezbronna i delikatna. Moja, z pozoru, twarda skorupka przed niczym mnie nie chroni. Nie ma też nic w środku, wszystko wypłynęło jednym haustem przez umiejętnie zrobioną dziurkę. Wszystkie moje wnętrzności - razem z rozumem, sercem, zdrowym rozsądkiem i wszystkim innym. To mało poetyckie porównanie jest niestety najszczerszą możliwą rzeczą jaką jestem teraz w stanie z siebie wydobyć. Wydmuszka… jak to śmiesznie brzmi.




5 czerwca 2011 - 22:33

Z pustego i Salomon nie naleje.



Przecież...

24 maja 2011 - 22:32

Przecież świata nie zmienię. Ciebie nie zmienię. Siebie nie zmienię. Złych uczynków w dobre nie przemienię. Mogę się śmiać, głośno, głośniej, jeszcze mocniej. W niemocy, rozpaczy, bezsilności i złości, mogę śmiać się głośno, jeszcze głośniej…




Ryzykantka

18 maja 2011 - 23:31

Śmiało mogę nazywać się ryzykantką. Jestem szalona i spontaniczna. Gdzieś pomiędzy godziną 17:00, a 18:00 w moim zupełne niepoukładanym planie dnia mam chwilę na bycie szaloną. Zazwyczaj dorzucam wtedy do herbaty jeszcze jedna łyżeczkę cukru ekstra. Spontanicznie podejmuję decyzje coraz częściej tworząc w głowie listy za i przeciw. Jestem nieobliczalna, bo zdarza mi się w weekend nie nastawić budzika. A szczytem mojej nieobliczalności jest zdecydowanie się na przyrządzenie zupełnie nieznanej mi potrawy. Skrupulatnie trzymam się internetowego przepisu jednak jakby nie patrzeć, pełen spontan – jak to się mówi. Żyję z dnia na dzień, bo dalekosiężne plany mogłyby się okazać nie do zrealizowania. Podsumowując, nie brak w moim życiu wrażeń, każdego dnia odkrywam nowe oblicza tego świata i jestem niezmiernie usatysfakcjonowana tym, że moja samodyscyplina nie pozwala mi popaść w marazm. Uff, kto wie jak mogłoby się to skończyć.




17 kwietnia 2011 - 23:43

"Jak pączek kwiatu, co go robak gryzie,
Nim światu wonny swój kielich roztoczył
I pełność swoją rozwinął przed słońcem.
Gdybyśmy mogli dojść tych trosk zarodka,
Nie zbrakłoby nam zaradczego środka." 

[R. i J.]



24 marca 2011 - 22:29

Eksmisja egzystencji. Emocjonalny pustostan.




"Ciut za mało jest
Tego życia 
Żeby żyć
Bo pstryk i nie ma nic,

Zawęziłam więc
Do rozmiarów łóżka świat
Własnego, jasna rzecz."



16 lutego 2011 - 12:16

Żaden dzień sie nie powtórzy, 
Nie ma dwóch podobnych nocy, 
Dwóch tych samych pocałunków, 
Dwóch jednakich spojrzeń w oczy. 

Wczoraj, kiedy twoje imię 
Ktos wymówił przy mnie głośno, 
Tak mi było, jakby róża 
Przez otwarte wpadła okno. 

Dziś, kiedy jesteśmy razem, 
Odwróciłam twarz ku ścianie. 
Róża? Jak wygląda róża? 
Czy to kwiat? A może kamień? 

Czemu ty sie, zła godzino, 
Z niepotrzebnym mieszasz lękiem? 
Jesteś- a więc musisz minąć. 
Miniesz- a więc to jest piękne. 

Uśmiechnięci, wpółobjęci, 
Spróbujemy szukać zgody, 
Choć różnimy sie od siebie, 
Jak dwie krople czystej wody.


Poetycki jeleń na rykowisku. Ale, co tam. Są dni kiedy i taka sztuka przemawia do mnie z całą swoją mocą.




A. Świrszczyńska

6 lutego 2011 - 23:27

Leżąc nago w ramionach kochanka, zaczęła płakać. Była noc i łza jej spadła w półmroku na obnażone ramię mężczyzny, łza bardziej ciepła niż ramię. Kochanek poczuł tę gorącą wilgoć i zapytał:
- Dlaczego płaczesz ?
Wtedy odrzekła:
- Pozwól, mój miły, że pocałuję cię inaczej niż zwykle. Że pocałuję cię tak łagodnie, jak całowałam kiedyś człowieka, którego naprawdę kochałam.
Ale on nie chciał. I nagle zawstydził się, że jest nagi. I zawstydził się swojej miłości.




You know...

20 stycznia 2011 - 00:17

"I never thought you were a fool
But darling, look at you
You gotta stand up straight, carry your own weight
These tears are going nowhere, baby"



Zachcianka

18 stycznia 2011 - 19:49

Istniejąc
chciałabym na mgnienie oka
doznać
nieistnienia.

Kiedy przestanę istnieć,
będzie to już
niemożliwe.

[A.Ś.]



Z dziennika wypraw II:

10 stycznia 2011 - 23:28

Wydaje mi się, że poniekąd udało mi się okiełznać tą dziką wyspę. Wydeptałam już kilka drobnych ścieżek, którymi spaceruję. Wiem jakich drapieżników, wyłaniających się z zakamarków, mogę spodziewać się na swojej drodze. Wiem jak wyglądają. Umiem przewidzieć niektóre ich zachowania. To stworzenia do których mam szacunek, nie budzą we mnie lęku… jedynie ciekawość.

Bezustannie zachwyca mnie piękno i niedostępność tego miejsca. Za cel stawiam sobie – dostać się do wnętrza. Do samego serca, sedna, środka. Badam, analizuję, zbieram preparaty, kolekcjonuję trofea z tych małych wypraw, jednocześnie przygotowując się do dalszej drogi. Każdego ranka budzę się z pozytywną myślą. To miejsce rzuca na mnie swój urok. Z dnia na dzień przywiązuję się jeszcze mocniej. Woda, ziemia, nawet wiatr jest inny, niesie ze sobą oszałamiającą woń nieznanego… Nie przestaję odkrywać, doświadczać, czuć.



MZK

3 stycznia 2011 - 20:27

Jadąc autobusem MZK, przypadkowo udaje mi się podsłuchać rozmowę. Dialog wyniknął pomiędzy matką i kilkuletnim synem.

- Mamooo, ja je odępnełem!
- Odpiełem się mówi, synku.

I cóż więcej można dodać :D




Scenariusze.

19 grudnia 2010 - 23:22

W głowie piszę wiele scenariuszy. Tworzę sceny wypełnione mnóstwem rekwizytów, wszystko niemal rzeczywiste. Dopracowane, szczegółowe, przemyślane. Szkice wypełniam kolorami, piękne obrazy przewijają się w myślach. [Turn off.] Gasną światła. Kamera zostaje wyłączona. Urwane w pół słowa nigdy nie zostaną odegrane w realnym świecie.



NFZ last minute.

6 grudnia 2010 - 19:00

Kolejki to przedziwne społeczne twory. Od wejścia słychać głośne i stanowcze komentarze. O tym, co powinno się zmienić, kto w rządzie zarabia na nowej ustawie, gdzie, jak i ile się kradnie, wypowiadają się eksperci zajmujący ostatnie miejsca w ogonku do raju. Jednak im bliżej upragnionego celu tym głosy stają się cichsze, wzrok wbity w podłogę z zielonych PRL-owskich płytek PCV. Przystanek - pokora. Głosy oburzenia zastępuje szum klawiatury i drukarek. Ci, którzy po odczekaniu dostają się do konfesjonału grzecznie spowiadają się ze swoich grzechów wsuwając ubezpieczenie przez wąskie okienko. Odchodzą z triumfem wymalowanym na twarzy. Nieświadomi, że w przyszłym roku znów pewnie trzeba będzie wymienić książeczki.



?

23 listopada 2010 - 20:54

Wychowałam się w czasach, w których "nie wiem" i "nie chce mi się" są dwoma najczęściej używanymi, przez młodzież, zlepkami słów. Idiom, który zdołał nabrać wręcz, mataforycznego znaczenia. To nie jest już tylko zwyczajne stwierdzenie, chwilowa niemoc. Moi rówieśnicy urodzili się z chronicznym brakiem chęci. Nie czują potrzeby poszukiwania. Beznamiętnie krążą nad kulturową padliną, oczekując na swoją porcję papki. Nie mają perspektyw, celów, zdania i co najgorsze, nie mają marzeń. To bezmózga armia, która zamiast tworzyć - przetwarza i tak już częściowo przetworzone. Z przerażeniem, zastanawiając się nad tym tematem, zdaję sobie sprawę, że pomimo braku przełomowej konkluzji, powielenia toku myślowego innych, nasuwa mi się jedno ważne pytanie i nie wiem czy uda mi się na nie odpowiedzieć. Czy padłam już ofiarą tego zjawiska, jeśli tak, czy jest to odwracalne? Czy może nie ma sensu walczyć z wiatrakami? Jestem tylko produktem końca XX wieku.



Mam pytanie tendencyjne...

15 listopada 2010 - 22:39

Do you miss me, albo coś takiego?



Z dziennika wypraw:

13 listopada 2010 - 06:55

Nie umiem znaleźć słów, które z należytą dokładnością oddadzą ten stan. Być może moja wiedza jest za mała aby rozpoznać chorobę i zdiagnozować ten przypadek. Poniekąd wydaje się to być urocze, zabawne, nieco przewrotne. W chwilę później staje się męczące i drażniące. Różnorodność objawów sprawia, że klasyfikacja staje się trudna, żeby nie powiedzieć - niemożliwa. To męczy i mierzi, zachwyca i pociąga. Po sposobie ataku mojego organizmu nieśmiale pozwalam sobie przypuszczać, że to może być niezwykle zjadliwy wirus z pewnej rodziny niezwykle zjadliwych wirusów. Jego dość egzotyczna odmiana nie została jak na razie dobrze poznana. Przyznaję, że przez chwilę zastanawiałam się nad przeprowadzeniem badań, które dadzą możliwość dogłębniejszego poznania tej niesamowitej jednostki biologicznej. Dzisiejszy dziennik zakańczam z jednym tylko wnioskiem - jeśli nie ja, to kto? ;)



***

7 listopada 2010 - 23:07

Gdy rozum śpi, budzą się demony...



...

24 października 2010 - 11:24

Mimo wszystko.



Pod wrażeniem

10 października 2010 - 22:47

Kiedy na oczy srebrnoszafirowe
spuści powieki i na wznak upadnie
i leży miękko, sennie i bezwładnie,
lekko schylając ku ramieniu głowę --

a płomień gazu, co nad nami płonie,
półnagą stroi ją w światła i cienie,
i ledwo znać jej białej piersi tchnienie,
widnej w przejrzystych koronek osłonie:

wówczas ma w sobie taki urok boski
i takie dziwne piękności i czary,
że zda się, jakiś malował ją stary
anioły w duszu noszący, mistrz włoski.

[Kazimierz Przerwa-Tetmajer]



26 września 2010 - 21:44

Kiedy w nocy czyjeś ręce oplatają twoje ramiona życie, na moment, przestaje być straszne, rzeczywistość nie może cię niczym zaskoczyć, przenosisz góry w palcach i możesz leczyć chorych na AIDS. Z tej perspektywy świat wydaje się być znacznie piękniejszy, nie wypuszczaj mnie już ze swoich rąk. Ach! To takie proste...



***

8 września 2010 - 15:53

Boję się westchnąć zbyt stanowczo
byś nie rozpłynęła się w przestrzeni,
jak we mgłę wplatam palce,
nie wiedząc czy naprawdę dotykam
jednego z bytów ziemskich.
Może jesteś tylko zjawą,
może to tylko optyczne złudzenie.
Otworzę szerzej oczy, a Twoja
postać rozmyje się przede mną
jak opary nad filiżanką gorącej herbaty.



?

7 września 2010 - 17:23

"A Ty kim?
Kim dla mnie mógłbyś być?"



Ogłoszenie

30 sierpnia 2010 - 08:12

Pilnie zamienię 10 lat życia na pracę i samodzielność.



...

23 sierpnia 2010 - 01:23

Tuż po skórą czuję buzujący wrzątek niesfornych myśli...



Racjonalnie naiwne osiemnastolatki...

20 sierpnia 2010 - 14:13

Pójdziemy ze sobą powoli obok
Do końca wszystkiego żeby zacząć na nowo
Bez słowa i snu w zachwycie nocą
A bliskość rozproszy nasz strach przed ciemnością

Będziemy tam nago biegali po łąkach
Okryją nas drzewa, gdy zajdą wszystkie słońca
I czując Cię obok opowiem o wszystkim
Jak często się boje i czuje się nikim

Twoje łzy miażdżą mi serce
I opadam i wzbijam się
Ciągle chce więcej

[Myslovitz]



Wyrwane z kontekstu...

7 sierpnia 2010 - 01:30

"...Jak okiem sięgnąć, panuje tu chwila.
Jedna z tych ziemskich chwil
proszonych, żeby trwały."

[Szymborska]







Prywatne, proszę nie kopiować.